wtorek, 9 kwietnia 2013

06. Ponieważ jesteś moja

Wstałam z łóżka Justina czując łzy zbierające mi się w oczach. Nie mogę płakać, to nie jest tego warte. Próbowałam sobie to wmówić, ale zamiast tego poczułam jak ciepła ciecz spływa po moim policzku. Marzę, żeby znaleźć się znowu w domu, z rodzicami.
Marzę o tym żeby tu nie być.
Marzę o tym żeby ktoś mnie znalazł.
Spojrzałam w okno obok łóżka Justina. Cicho do niego podeszłam i rozejrzałam się po okolicy. Okno znajdowało się dość wysoko nad ziemią. Delikatnie je otworzyłam, wystawiłam nogę i zaczęłam nią szukać najbliższej powierzchni. Powoli stanęłam na krawędzi budynku.
Nie patrz w dół. NIE patrz w dół.
Zaczęłam poruszać się wzdłuż  zbliżając się do kolejnego stopnia. Sięgnęłam nogą w dół i prawie się poślizgnęłam. Mój oddech stał się ciężki oraz zaczęłam się mocniej trzymać. Stanęłam na ostatnim stopniu i znalazłam się na krawędzi budynku. Zsunęłam się na ziemię.
Zauważyłam, że zaczęło się ściemniać. Szłam wzdłuż chodnika szukając czegokolwiek lub kogokolwiek.
-Przepraszam.. -powiedziałam do mężczyzny, odwrócił się i uśmiechnął swoimi żółtymi zębami. Ught, taaa zapomnij..
Szłam i szłam aż doszłam do skrzyżowania niedaleko domu Justina. Nie miałam pieniędzy, telefonu czy ubrań, czego więcej chcieć. Również żaden pomysł nie przychodził mi do głowy.
Maaaan, powinnam to przemyśleć.
HAU! HAU! Odwróciłam się szybko napotykając rozgniewanego psa, który był przywiązany do małego słupa obok innego domu. Odsunęłam się od zwierzęcia i szłam dalej, przestraszona, nie zastanawiając się.
-Lyra? -usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się w jego stronę i napotkałam ciemnobrązowe oczy.
Uśmiechnął się rozmarzony.
-To przeznaczenie. Mówiłem ci, że znowu się spotkamy.
Jego rozwiane blond włosy opadały mu na czoło. Spojrzałam na niego krzywo i wywróciłam oczami zirytowana.
-Nie jestem tu by się z tobą spotykać. Uciekam.
-Co się stało? -zapytał zdziwiony. -Ten dupek ci coś zrobił, prawda?
-Bruce, czy jakkolwiek masz na imię, możesz mnie zostawić w spokoju?
Zaczęłam iść przed siebie, ale słyszałam, że podąża za mną. Złapał moją rękę i odwrócił w swoją stronę.
-Daj spokój kochanie, jeśli potrzebujesz mężczyzny, który sprawi, że poczujesz się lepiej to sprawię byś poczuła się lepiej -spojrzałam w jego ciemne oczy.
-Nie potrzebuję cię, żeby czuć się lepiej -wyrwałam moją rękę i starałam się ponownie odejść.
Nagle moje ciało zostało pchnięte na betonowe ogrodzenie, a głowa mocno w nie uderzyła.
-Nie przyjmuję słowa nie jako odpowiedź.
-A co powiesz na taką sugestię? Pierdol się -powiedziałam nie patrząc na niego, gdy próbowałam się wyrwać z uścisku.
Roześmiał się złowieszczo.
-Mam inne plany do których będziesz mogła użyć słowa pierdol -uśmiechnął się zanim chwycił jeszcze mocniej moje ramię.
Pchał mnie wzdłuż alei. Przybliżyłam się do jego ramienia po czym ugryzłam go z całych sił. Szybko mnie puścił krzywiąc się z bólu. Zaczęłam biec w inną stronę czując, że mnie goni.
Próbowałam uciec, ale złapał mnie poprzez owinięcie mi ramienia w okół szyi dusząc mnie. Ściskał mocniej i mocniej moją szyję, a mi co raz trudniej się oddychało. Kiedy mój głos zaczął się załamywać, a puls zwalniać, ciało osunęło się na kolana.
-Jak Bieber mógł z tobą wytrzymać?! -krzyknął.
Próbowałam wołać o pomoc, ale nie mogłam. Mój głos cichły, traciłam tlen. Opadłam całkowicie na ziemię i jedyne co mogłam zrobić to słuchać co się dzieje. Poruszanie się czy nawet patrzenie było w tym momencie za trudną czynnością.
-Co ty do cholery robisz? Czy ci kurwa nie mówiłem, żebyś się do nas nie zbliżał? -usłyszałam głos.
-Sama do mnie przyszła, Bieber -syknął. -Może gdybyś nie był takim śmieciem nie chciałaby od ciebie uciec.
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina rzucającego się na Bruca. Zaczął go wielokrotnie okładać, jeszcze, jeszcze i jeszcze raz. Po tym moje oczy szybko się zamknęły i jedyne co mogłam widzieć to ciemność.

___

-Czy ona oddycha? -syknął.
-Ledwo.. -ktoś inny powiedział.
Poczułam zimną dłoń na nadgarstku wyczuwającą puls.
-Puls wyczuwalny! -krzyknęła dziewczyna.
-Lyra, no dalej, obudź się -ktoś mówił klepiąc mnie delikatnie po policzkach.
Kaszlnęłam lekko nim powoli podniosłam powieki.
-Dzięki Bogu! -dziewczyna powiedziała z ulgą.
Kiedy całkowicie otworzyłam oczy zobaczyłam zdenerwowane orzechowe spojrzenie wlepione we mnie. Patrzył na mnie tak jakby odchodził od zmysłów. Sprawiał tym, że się stresowałam.
-Gardło mnie bo.. -nie mogłam nic więcej powiedzieć, mój głos się załamał.
-Prawie zginęłaś Lyra, czy ty jesteś kurwa głupia? -syknął Justin wciąż na mnie patrząc.
-Dlaczego wyszłaś? -spytał Alex stojąc obok mnie.
Spojrzałam na nich pytająco.
O cholera. To to nie był sen? To się działo na serio? Spojrzałam na Alexa i Brandona, następnie na Alexis, która siedziała przy mnie na podłodze z ręką na policzku. Potem na Justina. Wszyscy czekali na odpowiedź.
-Umm..
-Ooo świetna odpowiedź -Brandon syknął sarkastycznie.
Wszyscy byli na mnie źli.
Jak mnie znaleźli? I dlaczego straciłam przytomność?
-Jak mnie zn.. -nie mogłam mówić.
Skrzywiłam się zdając sobie z tego sprawę.
-Czekaj chwilę -powiedziała Alexis zanim pobiegła do innego pokoju.
W pomieszczeniu panowała cisza, nikt się nie odzywał. Obserwowałam Justina, który siedział przy mojej klatce piersiowej na krawędzi kanapy, na której leżałam.
Dziewczyna wróciłam minutę później z małą białą tablicą i markerem.
-Pisz tu dopóki nie będziesz mogła mówić.
Wzięłam od niej rzeczy i zaczęłam pisać to co chciałam powiedzieć. Odwróciłam tablice w ich stronę żeby mogli przeczytać.
-Jak mnie znaleźliście? -Brandon przeczytał. -I co się stało?
-Nie pamiętasz? -spytał Alex.
Pokręciłam głową i zaczęłam znowu pisać:
nie, jedyne co pamiętam to ucieczka i to, że Bruce mnie znalazł.
-Cóż.. prawię cię zabił -odezwał się Justin obojętnym głosem. -Zadusiłby cię na śmierć.
-Powinnaś mu podziękować Lyra, ponieważ jeśli nie byłby w pobliżu.. -Alexis próbowała coś powiedzieć, ale Bieber jej przerwał.
-Nie potrzebuję, żeby mi za cokolwiek dziękowała -syknął zanim wstał z kanapy zdenerwowany.
Czy Justin rzeczywiście mnie uratował? Czy to właśnie próbowała powiedzieć, że on mnie uratował? Poczułam się winna. Zostawiłam go, a on wciąż chciał mnie ratować?
-Myślę, że powinnaś się trochę zdrzemnąć Lyra. Robi się późno -Alex powiedział podchodząc bliżej.
Przytaknęłam i zaczęłam powoli wstawać z kanapy. Pomógł mi przy tym i odprowadził mnie do pokoju.
Wciąż trzymałam przy sobie tablice z mazakiem, gdybym w razie potrzeby, musiała coś powiedzieć Justinowi.
Położyłam się na łóżku i westchnęłam. Napisałam szybko "dziękuję" i pokazałam Alexowi. Skinął głową i wyszedł z pokoju.
Potem przyszedł Justin z wodą i lekami. Położył je na małym stoliku obok łóżka.
-Weź je przed snem. Powinny pomóc -powiedział spokojnie wlepiając wzrok w ścianę na wprost. Nawet na mnie nie spojrzał.
Włożyłam tabletki do ust i popiłam. Czułam jak przelatują mi przez gardło.
Justin rozebrał się do podkoszulki i bokserek. Założył jakieś piżamowe spodnie i wskoczył do łóżka. Zanim zdążył wyłączyć światło, położyłam na nim dłoń powstrzymując go przed tym.
Zaczęłam pośpiesznie pisać, gdy patrzył na mnie zmieszany.

Dlaczego mnie uratowałeś?
Spojrzał mi w oczy i wziął ode mnie tabliczkę. Nie sądzę, że chcę rozmawiać. Zaczął pisać.
Odwrócił tabliczkę w moją stronę tak, że mogłam na nią spojrzeć i przeczytać.

Ponieważ jesteś moja, tak jak ci powiedziałem pierwszego dnia, gdy się spotkaliśmy.

Spojrzałam na niego.. Potem zgasił światło i nie mogłam już nic więcej powiedzieć czy napisać. Mogłam tylko leżeć i myśleć dopóki nie zasnę.

___
Mój twitter.
Beta.
Mile widziane komentarze :) *informuję o nowych rozdziałach na tt

PS.Przepraszam za wszelkie błędy, ale blogspot się buntuje.

niedziela, 7 kwietnia 2013

05. Bipolarny

-Święta prawda, powinieneś -dosłownie wysyczał mu w twarz.
-Tylko dlatego, że złamałeś mi nogę z trzema innymi osobami nie oznacza, że się ciebie powinienem kurwa bać -odpowiedział Bruce zimnym tonem. Jego wzrok zwrócił się w moim kierunku, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. -Kim jest ta laska?
-Jest moja, odpierdol się -odpowiedział Justin.
Przez to, że nazwał mnie jego poczułam mrowienie na całym ciele.
-Jest twoja? Jest za seksowna, żeby być twoją. Najprawdopodobniej ją kupiłeś.
Justin zacisnął szczęki, a jego klatka piersiowa poruszała się nerwowo w górę i w dół. Widać było, że nie jest w nastroju do wysłuchiwania pierdolenia tego kolesia.
-Nie kupił mnie -przerwałam im stając obok Justina. -Poznaliśmy się, a wtedy bing bang boom i zaiskrzyło -uśmiechnęłam się oplatając go ręką wokół talii.
-Zapewne, słońce. Ale jeśli kiedyś Ci się znudzi przyjdź do mnie kochanie. Potraktuję cię lepiej niż ten dupek -powiedział zbliżając się do mnie.
-Bruce, dlaczego po prostu nie odpuścisz zanim Justin ponownie skopie ci dupę? - syknął Brandon.
-Chrzańcie się - machnął ręką zanim zatrzymał swój wzrok na mnie. -Poza tobą piękna. Do zobaczenia - puścił mi oczko po czym klepnął mnie w tyłek i odszedł z dwoma innymi chłopakami.
Moje oczy rozszerzyły się, a usta lekko opadły.
Czy on właśnie klepnął mnie w tyłek?! Serio?
-Jeśli znów zobaczę tego małego skurwysyna przysięgam... - Alexis przerwała Justinowi uderzając go w ramię.
-Twój syn tu jest. Cicho! -powiedziała wskazując głową na Braydona.
-Tatusiu, kto to był? -mały spytał trzymając Justina za nogę. Był tak mały, że ledwo sięgał za jego kolano.
Chłopak ukucnął i zaczął tłumaczyć synowi.
-On jest złym chłopcem, Braydon.
Zachichotałam cicho, bo przecież Justin też był "złym chłopcem". Ale nie sądzę, żeby był zły gdy chodzi o Braydona. Bardzo się o niego troszczy. Nie pozwala by ktoś przy nim przeklinał. Nigdy nie pozwala zobaczyć synowi swojej złej strony, przez co każdy w jego domu również musi dopilnować, żeby Braydon niczego nie widział.
Wyszliśmy z McDonalda, a mnie bardzo zdziwiło, że żaden kierownik czy inny pracownik nas nie zatrzymał, ani nawet nie upomniał za prawie wywołaną bójkę. Może dlatego, że w pobliżu nie było nikogo poza nami. To dziwne, że w tak dużym McDonaldzie można zjeść w spokoju.
Justin znów usiadł za kierownicą, a nie należy on do najlepszych kierowców. Mam na myśli, że jeździ bardzo szybko i w każdej sekundzie mam wrażenie, że jakiś policjant nas zaraz zatrzyma. Zastanawiam się, jak zareagował by Justin jakby go zatrzymała policja? Co byłby zdolny wtedy zrobić? Jeśli byłaby to policjantka najprawdopodobniej przepuściła by go nie dając mu mandatu.
O taaak, tak by pewnie było.
Gdy zaparkował na podjeździe przed domem zdałam sobie sprawę, że jest ładniejszy niż w środku.
Mieszkał w ładnej okolicy, w ładnym domu, ale miał złą pracę i złą reputacje.
Dużo o nim myślę. A jeszcze więcej myślę o Morgan. Kim ona była?
-Gdzie mam schować moje ubrania? -spytałam Justina, gdy weszliśmy do mieszkania z rękoma pełnymi toreb.
-W naszym pokoju jest jedna pusta szafa obok mojej garderoby.
Przytaknęłam zanim zaczęłam się starać ze wszystkich sił wziąć każdą moją torbę i przejść z nimi przez korytarz. Na szczęście Brandon wziął parę ode mnie i odstawił je w pokoju Justina.
-Dzięki - uśmiechnęłam się.
On tylko skinął głową po czym wyszedł.
Spojrzałam na komodę obok garderoby i otworzyłam szuflady. Było tam parę koszulek i jeansów. Damskich.
Co za dupek, każe mi kłaść ubrania w szafie, w której niektóre z jego puszczalskich dziewczyn zostawiły ubrania?! Ten chłopak potrafi mnie poważnie zdenerwować.
Wyjęłam wszystkie ubrania z obrzydzeniem. Rzuciłam je na podłogę obok garderoby i zaczęłam układać swoje ubrania na ich miejsce.
Gdy skończyłam wyszłam z pokoju i poszłam wzdłuż korytarza. Zobaczyłam, że jedne drzwi były uchylone. Zajrzałam przez nie, siedział tam Braydon i bawił się zabawkami. Weszłam do środka z uśmiechem. Jaki on był słodki.
-Hej, mogę się przyłączyć?
-Tak! Możesz mi pomóc zbudować tor dla pociągów? -odpowiedział z wielkim uśmiechem.
-Oczywiście, jestem najlepsza w budowaniu kolejek - powiedziałam i wzięłam parę kawałków.
-Też się nimi bawisz? -spytał.
Roześmiałam się nad tym, że dzieci myślą, że starsi też się bawią zabawkami. Pokiwałam głową.
-Cały czas bawiłam się w to z moim małym kuzynem.
Zaczęłam łączyć drewniane kawałki ze sobą, a po chwili razem utworzyliśmy wielką kolejkę w kształcie koła. Chłopiec położył na niej wszystkie swoje małe pociągi i jeździł nimi w koło.
-Jej! Dzięki Lyra -powiedział przytulając mnie dość mocno jak na swoje siły.
-Nie ma za co kochanie. Mogę się z tobą bawić kiedy tylko zechcesz - powiedziałam łaskocząc go po brzuchu dopóki malec nie zaczął się śmiać.
-Hey Lyra, Justin cię woła -powiedział Alex stojąc w drzwiach.
Wstałam i poprawiłam ubrania. Braydon zaczął ciągnąć mnie za rękę.
-Lyra! Nie idź! Dopiero co zaczęliśmy się bawić - błagał.
-Aww wiesz jak bardzo chciałabym tu zostać, ale twój tata mnie potrzebuje.
Braydon prawie płakał kiedy mu mówiłam, że zaraz wrócę. Poczułam się strasznie źle, że musiałam go zostawić.
Przeszłam przez korytarz i weszłam do pokoju, w którym był Justin.
Zamknęłam za sobą drzwi i stałam tam patrząc na niego niecierpliwie.
-Co chciałeś? -spytałam starając się brzmieć jak najmniej chamsko.
Nagle jego usta znalazły się na moich. Popchnął mnie na zamknięte drzwi i całował mnie w sposób w jaki zawsze to robi. Jego język wręcz się prosił o to żeby znaleźć się w mojej buzi, strasznie napierał. Co miałam zrobić? Byłam zmuszona mu pozwolić. Oplotłam ręce wokół jego szyi, a on docisnął mnie jeszcze bardziej do drzwi.
Jego klatka piersiowa znajdywała się na mojej gdy się całowaliśmy. Byłam ściśnięta pomiędzy nim a drzwiami, wiec nawet gdybym chciała to nie mogłabym się ruszyć. Podniósł mi nogi, a ja oplotłam je wokół jego bioder. Trzymał mnie, a minutę później leżałam na kocu, zdałam sobie sprawę, że byliśmy na jego łóżku.
Przenieśliśmy się do leżącej pozycje, a on wciąż nie przestawał mnie całować. Zaczął zdejmować moją koszulkę.
-Nie -udało mi się wykrztusić z siebie powstrzymując go.
Przestał mnie całować i spojrzał na mnie tymi swoimi orzechowymi oczami. Wyrażały gniew i zmieszanie.
-Co?
-Nie. Nie będę się z tobą kochać -powiedziałam jasno opuszczając moją koszulkę.
-Dlaczego? -spytał wciąż patrząc w moje oczy.
-Spotkaliśmy się raptem dwa dni temu. Nie będę uprawiać seksu z kimś obcym.
-Wiesz, nie sądzę, że ktoś kto kupił ci całą nową szafę ubrań i ktoś z kim mieszkasz powinien być nazywany obcym -syknął.
-Porwałeś mnie. Zmuszasz mnie do mieszkania tutaj, więc mogę cię nazywać jak mi się podoba -powiedziałam zdenerwowana.
Nagle mój lewy policzek poczuł całkiem ładne, mocne uderzenie. Może na to zasłużyłam. Zaczęło mnie piec, poczułam jak ciepło z policzka przechodzi po całym moim ciele. Nie chciałam na niego patrzeć. Miałam cały czas zamknięte oczy.
-Nie możesz mnie nazywać jak ci się żywnie podoba, dziwko -krzyknął zanim poczułam kolejne uderzenie na policzku. Ten drugi bolał jeszcze bardziej.
Wstał po czym zatrzasnął z hukiem drzwi opuszczając pokój.


___
I jest kolejny (:
Mój twitter i bety :3
Wszelkie opinie możecie zostawiać w komentarzu lub napisać mi na twitterze.
Informuję tylko przez twitter.